Życiówka nocą – BWN 2016

Kurz już opadł, a ja od kilku tygodni dzierżę w ręku nową życiówkę na 10 km. Od uzyskania poprzedniej minęło prawie 3,5 roku. To był najwyższy czas na zmiany takiego stanu rzeczy. Wcześniej nie miałem specjalnej okazji do poprawienia jej i tak czas leciał, a ja dalej ze starym czasem. Tym razem udało się coś zmienić, ale nie było łatwo. Nocna życiówka i kilka spostrzeżeń po niej.
1. Jasny cel.
Chcesz zrobić życiówkę, to musisz być na nią zdecydowany. Nie, nie musisz być w 100% gotowy, ale zdecydowany, że chcesz ją osiągnąć. Ja się nie nastawiałem na nic specjalnie, choć z każdą minutą przed startem mój cel się zmieniał. Od pobiegnięcia dla sprawdzenia formy, po zrobienie życiówki, aż do złamania 40 minut.
2. Jak podjesz, tak pobiegniesz.
Żeby pobiec, to trzeba podjeść. Tego dnia jakoś nie za specjalnie jadłem, choć głodny nie chodziłem. Mimo wszystko na start po godzinie 21 mogłem mieć więcej energii. Poleciałem na tym, co miałem, ale trzeba jednak mieć zapas. Tylko się nie przejadajmy.
3. Tempo od linijki.
Przez cały bieg nie trzymałem równo tempa i to chyba mnie zgubiło. Początek – mocno jak na mnie 3:40, potem drugi kilometr z Agrykolą w tle – 4:05. Kolejne dwa kilometry trzymałem się poniżej 4 min/km. Z czasem zacząłem słabnąć. I dopiero ostatni kilometr przyspieszyłem. Jak zwykle ostatnie siły rzucone na finisz.
4. 6-pak.
Aby szybko biegać trzeba mieć mocny brzuch. Do tej pory ani nie negowałem, ani potwierdzałem tego stwierdzenia. Jednak końcówka pokazała mi prawdziwość tej tezy. Siły już w nogach nie było, wszystkie mięśnie paliły, a brzuch ciągnął mnie do przodu. Czułem, że sześciopak, który mam ukryty gdzieś na brzuchu co raz bardziej się napina i trzyma sylwetkę w pionie. Udało się i był mocny finisz.
5. Mocna psychika.
Ile warta jest psychika albo pozorne wsparcie przeciwnika? Ja gadałem sam ze sobą ostatnie trzy-cztery kilometry, tak dla motywacji i odwrócenia uwagi od zmęczenia. Wiedząc że dam radę jeszcze wycisnąć z siebie więcej, robiłem co mogłem, aby nogi szybciej przebierały. „Psychicznie” biegłem do 9 kilometra. Potem już mogło się dziać wszystko. Dzięki mojemu mocnemu finiszowi, pociągnąłem za sobą nieznajomego, od którego dostałem podziękowania na mecie, że mu pomogłem. Tak nie wiele, a tak wiele.