Red Bull Bieg Zbójników: Stawił czoła wyzwaniu

Foto: © Łukasz Nazdraczew/Red Bull Content Pool.
Dziennikarz „POLSKABIEGA.PL”, Wojtek Kołacz wystartował w Red Bull Bieg Zbójników – biegu narciarskim z przeszkodami – po raz pierwszy w życiu mając na nogach narty. Gdy to usłyszeliśmy, nie mogliśmy uwierzyć, więc jeszcze raz zapytaliśmy…
Czy to prawda, że stanąłeś do walki w Red Bull Bieg Zbójników mając na nogach biegówki po raz pierwszy w życiu?
Pierwszy raz! Nie miałem wcześniej żadnych nart na nogach. Kiedyś chciałem nauczyć się jazdy na snowboardzie, ale nigdy jakoś nie było okazji żeby choćby go założyć, przejechać się i na przykład stwierdzić, że to nie dla mnie… Nic takiego nie miało miejsca.
Skoro już wiesz, to powiedz proszę: czym różni się bieganie na nartach od biegania „na piechotę”?
Jak się przewrócimy, to ciężej wstać z nartami na nogach. Jest też bardziej ślisko. Jakby nie patrzeć, jest ciężej.
A praca mięśni?
Myślę, że jest podobnie. Ja odczułem to tak jakbym po prostu biegł. Trenuję bieganie i zaczynam się coraz bardziej wkręcać w triathlon i gdybym miał wskazać różnicę w przygotowaniu fizycznym, to zwróciłbym bardziej uwagę na ręce. Przy podejściach, gdy brakowało mi techniki żeby iść sobie „na jodełkę”, to bardziej pracowały ręce, które dawały znać o sobie jeszcze na długo po zawodach. Czułem ogólnie zmęczenie, ale nie na tyle żeby stwierdzić, żeby coś nowego w przypadku biegówek tutaj wyszło.
Jak długo uprawiasz sport?
Biegam od jakichś trzech lat. Wszystko zaczęło się od tego, że chciałem troszeczkę schudnąć. Zaczynałem z pułapu około 115 kg, teraz ważę w granicach 82-83 kg, natomiast waga startowa jest jeszcze niższa. Na początku były marszobiegi, potem piątki, dziesiątki, pierwsze zawody, półmaraton, maraton… Zresztą maraton sforsowałem, że tak powiem, w drugiej kolejności, ponieważ najpierw wystartowałem w ultramaratonie po górach. W moim przypadku było w ogóle na opak, ale dałem radę i jakoś to dalej poszło. Przez trzy lata przebiegłem 6-7 tysięcy kilometrów. Ukończyłem kilkadziesiąt imprez na różnych dystansach. Od tego roku bawię się w triathlon. Zaliczyłem już pięć startów, z czego ostatnio pół-Ironmana. Wraz z rozwojem swojego treningu, zacząłem zwracać uwagę na inne elementy, jak dieta, regeneracja, sprzęt… Od tego roku mam też trenera – w triathlonie już ciężej jest się samemu przygotowywać tak żeby to miało ręce i nogi. Myślę, że przeszedłem drogę od zera do bohatera. Śmieję się, że jak ukończę Ironmana, napiszę o tym książkę. W przyszłym roku wystartuję na pełnym dystansie we Frankfurcie, gdzie dodatkowo odbywają się Mistrzostwa Europy. Podsumowując, jeżeli ktoś mówi, że nie może zacząć biegać, czy w ogóle wziąć się za sport, żeby schudnąć, czy osiągnąć cokolwiek innego, to tylko kwestia czasu i motywacji, bo można wszystko!
Biegasz, pływasz, jeździsz na rowerze… Skąd wziął się pomysł żeby te biegówki w ogóle założyć na nogi i ruszyć na śnieg?
Z racji pracy. Moja redakcja „POLSKABIEGA.PL” objęła patronatem Red Bull Bieg Zbójników. Stwierdziłem, że skoro nigdy wcześniej nie miałem z tym do czynienia, będzie to świetna przygoda. Poza tym nie boję się wyzwań. Stwierdziłem, że co ma być to będzie, ponieważ jestem dobrze przygotowany fizycznie i zawzięty w tym co robię, to czemu miałbym nie dać rady? Miałem lekki stres, ale trzeba było stawić czoła wyzwaniu i tyle.
Czy po tak ciekawym doświadczeniu zamierzasz wrócić na biegówki?
Myślę że tak. Już po starcie sprawdziłem, jak wygląda koszt zakupu własnego sprzętu. Dowiedziałem się też, że na przykład na Młocinach (mieszkam w Warszawie) jest szkółka i wypożyczalnia sprzętu. Dodatkowo w mojej okolicy przy terenach WAT-u na Łosiowych Błotach są trasy do jazdy na biegówkach. Jeżeli tylko będzie więcej śniegu i będę miał czas, bardzo chętnie do tego wrócę. Zawsze jest to urozmaicenie normalnego biegania, czy też w moim przypadku triathlonu, no i jakaś odskocznia. Podobało mi się to ze względu na prędkość, pewną nieprzewidywalność trasy i trochę inną pracę ciała, względem dyscyplin z którymi mam styczność na co dzień. A jak wiadomo rutyna i nuda mogą zabić każdy zapał i każdą dyscyplinę.