Być kierowcą i BYĆ KIEROWCĄ

Jak mawia klasyk, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tak też jest w przypadku bycia uczestnikiem ruchu drogowego. Kierowcy wkurzają się na rowerzystów, rowerzyści na kierowców, a piesi na jednych i drugich. Każdy do każdego ma jakieś, ale. Skoro większość z nas znajduje się w każdej z wymienionych ról, to czemu często dochodzi do jakichś zgrzytów na drodze. Moim zdaniem trzeba więcej empatii i pomyślunku, a czasem trzeba myśleć nie tylko za siebie, ale i za drugą stronę „barykady”.
Jestem pieszym
Będąc pieszym mamy najmniejsze szanse w spotkaniu, czy to z rowerem, czy jeszcze gorzej z samochodem. Nie mamy, gdzie uciec ani w sumie jak uciec, bo jesteśmy za wolni. Irytują nas kierowcy jadący na „zielonej strzałce” bez ogarnięcia, czy ktoś idzie na pasach, czy nie. Przepychający się chodnikiem rowerzyści też nie są mile widziani. Dla mnie, wtedy chodnik to chodnik. Służy do chodzenia, a nie do jazdy rowerem (choć czasem jest dozwolone wg przepisów KRD).
Jestem rowerzystą
Będąc rowerzysta mogę się panoszyć po drodze, ścieżce rowerowej oraz po chodnikach. Najlepiej jest w opcji nr 2, bo to droga dla przeznaczona dla mnie, ale niestety wkurzają, wtedy spacerujący piesi. Nosz do cholery. Macie chodnik, to łaźcie chodnikiem, a nie wpieprzacie się na ścieżkę dla rowerów. Potem oczywiście płacz, że ktoś kogoś zahaczy, wjedzie itd. Jak w kabarecie: „pchała się dziewczynina na ring, to dostała w ryj!”.
Na szczęście raczej świadomi i ogarnięci rowerzyści, czyli moim zdaniem kolarze oraz triathloniści, nie pchają się na chodniki i ścieżki. Są za to zmorą kierowców, a kierowcy ich. W 90% jeździ się po drogach jako pełnoprawny uczestnik ruchu drogowego. Czasem na nielegalu, bo niby są ścieżki obok drogi albo poruszamy się po drodze, na której jest zakaz dla rowerów. Oj tam, oj tam powie nie jeden. Często tak jest, ale czy niesie to za sobą jakieś straszne konsekwencje? Raczej nie.
Niestety, to kierowcy często doprowadzają do niebezpiecznych sytuacji: wyprzedzanie z nienależytą odległością od roweru, trąbienie, zajeżdżanie drogi albo wyprzedzanie innych pojazdów w sytuacji, gdzie z naprzeciwka jedzie rower. Dochodzimy tu do głównej myśli całego wpisu, że jeśli ktoś jest kierowcą i jeździ na szosie to wczuwa się w obydwie role. Dlatego, gdy prowadzimy auto, a wkurzają nas rowerzyści to wiemy, że trzeba być wyrozumiałym i cierpliwym.
Potem się przesiadamy za kierownicę swojej maszyny i trafiamy na drugą stronę barykady. Tutaj też trzeba pamiętać o tym, że w starciu z samochodami nie mamy większych szans. Ja zaliczyłem już maskę samochodu. Złamałem łopatkę i zostałem wyłączony ze sportu na 2 miesiące. Dlatego, jeśli wydaje Ci się, że jedziesz przepisowo i masz pierwszeństwo, to jesteś w błędzie. Niestety, większy ma „zawsze racje”.
Jestem kierowcą
Denerwują nas rowerzyści jadący środkiem drogi, bo asfalt jest tylko dla nas. Denerwują piesi, którzy łażą jak lemingi bez żadnego pomyślunku, pchają się pod koła albo wymuszają „pierwszeństwo” wchodząc na pasy w ostatniej chwili. Mają zielone, to niech idą, a rowerzyści niech jadą. Ja będąc kierowcą trzy razy się obejrzę w lusterku, aby nikomu nie zajechać drogi. Jak jest zielona strzałka na skrzyżowaniu ze ścieżką rowerową, to też poczekam i upewnię się, czy nikt nie jedzie, bo to on ma pierwszeństwo. Niestety, ludzie często jadą bez wyobraźni i dochodzi do potrąceń lub kolizji. Inna sprawa w korkach. Zawsze staram się przepuścić i zrobić margines, to z jednej, to z drugiej strony, aby ktoś mógł swobodnie przejechać.
Ja stoję w korku, to stoję, ale po co komuś blokować możliwy przejazd? Inna sprawa, to drogi podporządkowane i z pierwszeństwem przejazdu. Tam zawsze zwolnię i przepuszczę człowieka na rowerze, gdy ja znajduje się na podporządkowanej drodze. Nie raz, gdy jechałem na treningu trafił się jakiś idiota, który wyskoczy przed kierownice albo wychyli się z posesji licząc, że nic nie jedzie. Gdy człowiek ciśnie ok. 30-40 km/h, to taki kierowca niestety nie ma wyobraźni, że mogę się poruszać z taką prędkością albo jeszcze szybciej. On myśli, że jadę jak turysta i te 15-20km/h, to wszystko, a tu zonk i może dojść do nie miłej w skutkach kolizji.
Jak widać w każdej sytuacji może dojść do spięcia i każdy na każdego będzie się wkurzał, a jak zwykle wystarczy trochę uprzejmości, rozwagi i zdrowego rozsądku. Po prostu się szanujmy i nie uczestniczmy w ruchu jak królowie dróg, są też inni na trasie. Pamiętajmy o tym!