Czasem przychodzi on. Kryzys.

NNie ma na świecie zawodnika, którego by nie dopadł kryzys. Może to być kryzys sfery mentalnej, czy kryzys fizyczny. Gorzej, gdy w kryzysie jest każda sfera. Czasem przychodzi niespodziewanie i odchodzi tak szybko, jak się pojawił. Co w przypadku gdy nasza niższa forma nijak nie chce pójść w zapomnienie, a nad głową zbierają się ciemne chmury?
„Głowa”
Czasem nasz kryzys może być „urojony”, bo to łatwa wymówka od treningów i ogólnego „chciejstwa” do działania. Słabszy wynik? Kryzys. Gorsze samopoczucie. Kryzys. Nie trenowanie. Kryzys. Kryzysem można tłumaczyć wiele, choć czasem wystarczy znaleźć przyczynę to i rozwiązanie się znajdzie. Pokazuje to wers z kawałka Dioxa:
Przychodzi kryzys, drogie paliwo, to żaden kryzys, bo nogi mam dwie.
Nie mamy na paliwo? To wystarczy, żeby się poruszać o własnych siłach lub też bez pomocy samochodu. Alternatyw jest wiele. Choć wiadomo, że nie zawsze i nie wszędzie uda się temu sprostać. No bo jak mamy w wielokilometrową podróż iść o własnych siłach. Będzie to wykonalne, ale i zabierze nam nie proporcjonalnie dużo czasu. Zwłaszcza gdy trzeba być na czas tu i ówdzie.
Odsuńmy się od przemyśleń lekko oderwanych od rzeczywistości. Podziałajmy na moim przypadku.
Trenuję już 4 rok. Drugi rok przygody z triathlonem i od około miesiąca nie mam chęci na treningi. W sumie batem powinny być zbliżające się starty, ale mi zwyczajnie się nie chce trenować. „Nie czuje mięty” do działania, tzn. koniec końców treningi zrobię i plan zrealizuje, ale efekt treningu bez przekonania jest daleki o ideału. Wydaje mi się, że jestem słabszy, co widzę po pływaniu i bieganiu, choć czasy na zawodach pokazują progres. Nie wiem gdzie leży dokładna przyczyna tego wszystkiego. Zamiast trenować najchętniej bym spał. Ciągłe zmęczenie, apatia czy co tam jeszcze nie pomaga w niczym. Pocieszam się, że jeszcze tylko kilka tygodni i fajrant. Buty na kołek, żeby dać odpoczynek głowie i ciału… apropo ciała.
Ciało
Najłatwiej, gdy kryzys przychodzi z ciała. Jesteśmy przetrenowani, mięśnie bolą, mało jemy czy śpimy i po prostu się nie regenerujemy. Jeśli poprawimy jakiś element, który szwankuje, to szybciej lub wolniej wrócimy na dobre tory i trening będzie sprawiał przyjemność. Gorzej, jeśli nie jesteśmy w stanie wskazać niczego co by się działo w głowie, a nie zauważamy żadnych objawów fizycznych. Wtedy należy udać się do lekarza, a jak nie do lekarza to wykonać badania: morfologia, badanie krwi itd. Objawów i przyczyn może być co niemiara. Jednak po tych zabiegach mając wyniki swoich badań, będziemy mądrzejsi, co jest nie tak i sytuacja może się trochę rozjaśnić.
Jestem właśnie na tym etapie. Sprawdzam co dzieje się w organizmie i powiem Wam, że trzeba się wsłuchiwać organizm od razu, gdy jest coś nie tak. Nie bagatelizujmy sygnałów płynących od nas samych i postarajmy się szybko reagować na objawy kryzysu. W końcu, jeśli sami o siebie nie zadbamy, to nikt o nas lepiej nie zadba!