Synergia sportu

Szczęście, miłość, uśmiech… i co tam jeszcze chcemy dopisać z pozytywnych rzeczy. To lista tych rzeczy, które jak to się mówi: „jak się dzieli, to się mnoży”. Tak samo dzieje w przypadku pasji, czyli w moim wypadku biegania i triathlonu. Skoro sami zyskujemy coś dobrego przez sport to, czemu by nie podzielić się tym z kimś bliskim?
Zacząłem biegać dla siebie, dla zrzucenia kilogramów z chęcią zmiany swojego życia. Wokoło znajomi, rodzina, przyjaciele i postronni obserwatorzy mojej przemiany z grubaska w biegacza amatora. Początkowo kryłem się ze swoim nowym hobby, bo jakoś tak czułem, że wolę działać w ukryciu. Pewnie brakowało mi pewności siebie, ale z czasem ta pewność zyskiwała na sile.
Po około 1,5 roku, już byłem na tyle wytrenowany, doświadczony i pewny siebie, że mogłem być „trenerem” dla kogoś innego. Dawałem inspirację, dzieliłem się doświadczeniem i dopingowałem. Skoro ja mogłem, to ktoś inny też może. I tak udało mi się wkręcić w sport mojego starszego brata, przyjaciela i jeszcze kilkoro znajomych.
W każdym przypadku schemat działania był taki sam. Najpierw spokojne treningi, które pozwoliły na złapanie formy, aby bez problemu przebiec 30 min ciągiem. Potem wydłużanie dystansu w tym samym czasie, a następnie skracanie czasu i wydłużanie dystansu. Wtedy dochodziliśmy do momentu, gdy wspólnie robiłem na treningu ze swoim „zawodnikiem” dystans 10 km.
Kolejnym krokiem były zawody, czyli ukoronowanie i potwierdzenie pracy, jaką wspólnie wykonaliśmy. Często były to piątki i dziesiątki. Zresztą liczył się sam start, otoczka zawodów, medal na mecie itd.
Jednak najlepszym przykładem oraz powodem do dumy jest mój starszy brat Krzysiek. Jego na tyle mocno wkręciłem w bieganie, że przebiegł swój pierwszy półmaraton, następnie maraton (świetny debiut w San Francisco), a obecnie kończy zdobywać Koronę Maratonów Polskich. I jak tu nie powiedzieć, że wszystko jest dla ludzi? Albo że wszystko jest możliwe?
Gdyby mi ktoś powiedział 5 lat temu, że będę biegał, robił triathlony albo brał udział w wyścigu kolarskim, gdzie jest 200 km do przejechania, to bym się mocno złapał za głowę, a mojego proroka wysłał na badanie do specjalisty. Krzysiek miałby to samo. Jemu też maratony nie śniły się po nocach i nie były jego marzeniem, a jednak ciężką pracą i szczyptą inspiracji oraz motywacji ode mnie udało mu się na tyle wkręcić, że też w tym momencie nie wyobraża sobie życia bez biegania.
Jestem dumny z każdego z moich bliskich, który zaczął się ruszać dzięki mnie. Bo do tej pory trenują, mniej lub wytrwalej i są zadowoleni z tej zmiany. Udało mi się ich natchnąć do zmiany siebie na lepsze. Cieszę się, że dałem im impuls, bo może potem oni zrobią to samo dla innych? Oby! Niech synergia sportu działa dalej!
PS. Fantastyczne zdjęcie w nagłówku wpisu, to zasługa Beaty Czarneckiej i Rafała Nowakowskiego którzy działają pod szyldem SPORTOGRAFII. Gorąco polecam i zapraszam do korzystania z ich usług. Fanpage z niezliczoną ilością świetnych zdjęć autorstwa tego kreatywnego duetu: KLIK!