Się trenuje… czyli obóz TRIsfery! Relacja – część 1 :)

PPrzyszedł czas na poważne trenowanie, bo sezon za pasem. A gdzie i jak najlepiej trenować? Na obozie triathlonowym! :)
Od kilku miesięcy miałem zaplanowany wyjazd na obóz organizowany przez SCOTT TRIsfera, którą od teraz będę dumnie reprezentował. Obóz trwa tydzień w dniach 5-12 kwietnia, więc będzie czas żeby solidnie potrenować. Zaczynamy!
COS naszym domem…
Początkowo mieliśmy trenować w Centralnym Ośrodku Sportowym w Spale, a ostatecznie wylądowaliśmy w… Wałczu. O tym ośrodku nie słyszałem wcześniej, ale od przekroczenia progu COS’u poczułem, że tu będzie super trenowanie.
Razem z ekipą pojawiliśmy na miejscu w sobotę popołudniu. Potem kwaterunek, rozładowanie sprzętu i czas na obiad. Stołówka jak stołówka, ale obsługa miła, jedzenie smaczne, dużo potraw i dodatków do wyboru. Dla każdego coś dobrego, więc wymówka, że brak nam sił przez brak jedzenia nie przejdzie ;)
Pokoje za to służyły jako oaza ostatniego elementu treningu, czyli regeneracji. Nic tylko trenować…
Trening treningiem pogania
Przejdźmy do konsensusu czyli treningów. Pierwszego dnia czyli w sobotę, mieliśmy zaplanowany jeden trening biegowy. W planie było 10-12 km w spokojnym tempie.
Pobiegliśmy sobie przez ścieżki okalające jezioro Raduń. Klimat, widoki i ogólne wrażenia na trening świetne!
Sam trening został zmodyfikowany względem planów, ponieważ w sumie wyszło 11 km – z czego początkowe 8 km było spokojne, a kolejne 2 km miały być w tempie ok. 4:50-5:10 min/km . Wyszło troszkę szybciej. Na koniec małe schłodzenie i stretching. Po bieganiu już odpoczynek, kolacja i odsypianie poprzedniej nocy ;)
Niedziela pod znakiem TRI
Kolejny dzień zapowiadał się pracowicie. Po śniadaniu mieliśmy zrobić na spokojnie 60 km na rowerze + 5 km zakładki biegu z rozłożeniem sił (2km spokojnie – 1 km szybciej – 2km spokojnie). Ostatnim elementem treningowym tego dnia miało być pływanie. Tam czekało nas doskonalenie techniki.
Na rower wyruszyliśmy około 10, niedługo po śniadaniu. Było słońce, lekki wiatr po prostu idealne warunki do jazdy. Trasą była pętla gdzie objechaliśmy przez lokalne lasy i mniejsze miejscowości. Nawierzchnia w większości była fajna do rozpędzenia się – zwłaszcza z górki. W okolicy nie brakowało podjazdów. Niektóre dłuższe, niektóre krótsze to jednak nie były bardzo strome, ale dzięki temu jazda była urozmaicona. Takie akcenty zaprocentują z czasem, a i człowiek się nie nudził. Ostatecznie udało się nam zrobić około 65km.
Po przyjeździe do ośrodka, szybka przebiórka, zmiana obuwia na biegowe i na trasę. Ponownie biegaliśmy wzdłuż jeziora i początkowo było ciężko. Nie czuliśmy prędkości, a nogi jakieś takie nie swoje. Ale już po pierwszym kilometrze wszystko wracało do normy. Po 2 km już było fajnie, a potem nogi się rozkręciły.
Bo przy planowym trzecim kilometrze, który miał być szybszy w tempie 4:50-5:10 min/km wyszło nam około 4:30 :) Na koniec spokojne 2 km z powrotem do ośrodka. Aby nogi odżyły standardowo był stretching, a bonusem było moczenie nóg w zimnym jeziorze – mini krioterapia :)
Po takiej zakładce zasłużyliśmy na obiad, a jak już pisałem w COS’ie naprawdę dobrze karmią. Tadam! :D
Disco basen
Odrębny akapit poświęcę na basen bo tego jeszcze nigdy nie doświadczyłem.
Ale po kolei, po obiedzie i 1-1,5h drzemce zaplanowane było pływanie.
Aby się nie zajechać trener zaserwował nam ćwiczenia techniczne. Na początek 500m rozpływania a potem się zaczęło, palenie barków, podtapianie i… disco. :D
Na treningu w tle naszych zmagań leciało disco-polo gdzie można było usłyszeć kawałki Shazzy czy nieśmiertelny hit Weekendu – Ona tańczy dla mnie.. mogła by popływać! :)
Dodam jeszcze, że sam basen bardzo komfortowy. Posiada on 6 torów o długości 25m, ale każdy tor jest naprawdę szeroki więc można pracować w większych grupach i swobodnie się wymijać.
No i to by było na tyle w pierwszej części relacji z obozu Trisfery na której nie ma oszczędzania się, tylko jest solidne trenowanie. Część 2 niebawem! :)
PS. Udało mi się wykraść rozpisany przez Fabisza plan treningów na kolejny tydzień.
Zapowiadają się zabójcze zakładki. Trzymajcie kciuki żebyśmy to przeżyli z ekipą (żartuje! trenuje się wyśmienicie) :D :D