Carboloading to ściema!

No dobra, może jednak przesadzam, że carboloading przed zawodami to totalna ściema. Ale czy nie jest tak, że to po prostu idealna okazja do wrzucenia w siebie dużej ilości jedzenia? Zjemy to, zjemy tamto, a potem dorzucimy jeszcze jakieś jedzonko. Ostatecznie okazuje się, że jesteśmy załadowani „pod korek”.
Klasyczne ładowanie węglami to w uproszczeniu:
Na tydzień przed startem (zwłaszcza długimi: półmaraton, maraton albo ultra) przez pierwsze trzy dni (poniedziałek, wtorek, środa) jemy tylko posiłki białkowe. Taka dieta ma wywołać carbo-głód naszego organizmu. Gdyż przez ten okres straci on swoje zapasy glikogenu, które uzupełnimy w zwiększonej dawce przez kolejne trzy dni (czwartek, piątek, sobota). Po 6 dniach takiej diety, na starcie mamy zapasy energii, które powinny dać nam lepszą wydolność na trasie oraz przesunie w czasie moment, w którym nastąpi pierwsze zmęczenie.
Zasadniczo jest wiele artykułów mówiących o przemyślanym ładowaniu węglowodanów przed startem. Dobrze ten aspekt opisał Bartek Olszewski na swoim blogu. Ja bym chciał pokazać coś innego. Startuję już 5 rok i nigdy ściśle nie ładowałem się węglowodanami przed zawodami. Pewnie dzięki temu mógłbym osiągnąć maksymalny poziom glikogenu w mięśniach na dzień startu. Podobno nie ma na to naukowego potwierdzenia.
A może to błąd? Bo może, jeśli bym się do tego przyłożył, to moje wyniki byłyby lepsze? Tego nie wiem. Wiem, że w strefie diety i odżywiania mam spore rezerwy. Jednak chodzi tutaj przede wszystkim o zdrowy rozsądek. Ja zawsze staram się na 48-72 h przed startem jeść solidniej. Solidniej nie znaczy więcej i bez opamiętania. Jedzenie na potęgę sprawi tylko, że będziemy się czuć ociężali, senni i prędzej dostaniemy niestrawności, niż uzyskamy wymarzony wynik.
Dlatego myślę, że warto zastosować kilka prostych zasad:
1. Posiłek Całodzienny jadłospis powinien być zbilansowany i zawierać w sobie ok. 8 g węglowodanów na kg masy ciała.
2. Posiłki nie powinny być ciężkostrawne.
3. Nie przejadajmy się! Lepiej zjeść nawet 1-2 posiłki więcej w ciągu dnia niż wielkie posiłki, po których nie mamy siły się ruszyć.
4. Posiłki powinny być smaczne i cieszyć nas, że możemy sobie na nie pozwolić, bo w dniu startu je spalimy.
Może nie są to złote zasady dietetyki i odżywiania, ale dzięki zdroworozsądkowemu podejściu nie będziemy chodzić głodni i źli. Bo Polak jak głody to zły. U mnie przedstartowy umiar w jedzeniu i piciu zawsze popłacał, nawet gdy nie osiągałem życiówki. Zresztą nie zawsze o nią chodzi. Jedzmy z głową, a wyniki i forma na starcie będzie w porządku. Smacznego !
PS. A na deser wpisu jeszcze solidna porcja lodów (to akurat kombo porcja przed 1/2 IM w Borównie ad. 2014) :)
„Ja nie zjem lodów (mimo że jestem najedzony)? Dajcie mi tylko czas! Po nich i tak się zmieszczę w piankę ;)”