„Ze wszystkich sił” – inspirujący film. 3 spojrzenia na życie po seansie

CCzasem przychodzą takie momenty, kiedy zdajemy sobie sprawę jak wspaniałe mamy życie i że wszystko jest w naszych rękach. Ot zmiana perspektywy i nagle stajemy się bogaci. Nie mówię tu o pieniądzach, a o możliwościach. Po prostu. Jesteśmy zdrowi, mamy obie ręce i nogi.
Wczoraj (8 kwietnia) miałem przyjemność wzięcia udziału w przedpremierowym pokazie filmu „Ze wszystkich sił”. Na seans (z racji korków) lekko się spóźniłem, a jednak żadna minuta filmu mi nie umknęła. Wszystko to przez konferencję prasową przed pokazem. Na konferencji Janek Mela został oficjalnie zaprezentowany jako Ambasador Herbalife IRONMAN 70.3 Gdynia. Idealne połączenie promocji i prelekcji filmu oraz pokazanie wszystkim, że triathlon to sport o którym mogą marzyć wszyscy. Dlatego na usta ciśnie mi się jedna myśl: „Chcieć to móc!”. Dlatego też myślę, że nie przypadkowo wyzwanie podjął Janek Mela, który dokonał w swoim życiu wiele, mimo swojej niepełnosprawności od czasu wypadku.
Wracając do filmu, to bardzo dobrze się go ogląda i nim się obejrzymy to już będzie koniec seansu. Reżyser filmu skupił wszystko wokół triathlonu i rodziny. Pokazał trudy życia codziennego, gdy ojciec tylko pracuje (w międzyczasie traci pracę) i zaniedbuje swojego niepełnosprawnego syna. Natomiast matka poświęca się swojemu dziecku praktycznie bezgranicznie , bez żadnego wsparcia współmałżonka. Matczyne uczucie i relacja jest bardzo mocna w stosunku do zatraconej więzi ojca z synem. Ogólnie w filmie znajdziemy dużo małych dramatów rodzinnych.
Podczas drogi do Ironmana dochodzi do dramatycznych i niebezpiecznych sytuacji, ale ostatecznie wygrywa miłość i jedność rodziny. W tym wszystkim pomaga sport i triathlon. Pragnienie wystartowania w zawodach było tak silne, że gdy Julien otrzymuje odmowę rejestracji na zawody w Nicei, on wyrusza do siedziby IRONMAN i szturmem zdobywa numer startowy. Tak bardzo mu zależało. Chciał żeby ojciec dokonał tego co nie udało mu się w przeszłości. Ostatecznie marzenie Juliena udaje się zrealizować.
Początkowo wydawało mi się, że może to być wyciskacz łez. Choć wiadomo, że to kwestia wrażliwości.
To jednak nic takiego nie miało miejsca. Dla mnie był to film mocno refleksyjny, dzięki któremu zyskałem nowe spojrzenie na swoje życie, sport i rodzinę.
1. Motywacja do działania i uporczywe dążenie do spełniania marzeń.
Patrząc na Juliena i to jak bardzo zapragnął startu w zawodach Ironman, było motywujące. Bo skoro on drobny chłopak na wózku ma w sobie tyle energii i chęci do działania, to co mają powiedzieć zdrowi dorośli. Nie mogę, nie dam rady albo nie mam siły? Brednie! On tak bardzo chciał, że wręcz „wyszarpał” swój numer startowy. Doszło także do wypadku na treningu i skończył w szpitalu. Zatrzymał się ? Nie! Napierał dalej. Bo wiedział, że ten Ironman może mu dać najwięcej w jego życiu. Da mu szczęśliwą rodzinę, odbudowanie uczucia i więzi z ojcem. Dlatego nie miejmy marzeń, tylko je spełniajmy. Nawet jeśli droga do nich jest kręta i długa, to w końcu je zrealizujemy. To tylko kwestia czasu.
2. Hart ducha i inspiracja do walki.
Nigdy nie powinno nam zabraknąć hartu ducha i wewnętrznej siły do działania. Julien podczas zawodów nie patrzył na przeciwności tylko chciał spełnić swoje marzenie. Gdy jego ojciec upadł pod koniec maratonu i zaczął płakać, ponieważ zawiódł syna i nie dał rady, to Julien zaczął samemu poruszać się na wózku do przodu. Ojciec szybko się pozbierał i zaczął biec z synem. Jakby zyskał drugie życie. Mały impuls i wielka zmiana. Nigdy nie powinniśmy się poddawać… nigdy! Zawsze jest szansa na zrealizowanie celu, choćby najmniejsza to zawsze trzeba walczyć do końca.
3. Zdrowie i rodzina.
Cieszmy się z tego co mamy. Naprawdę! Zdrowie i kochająca rodzina to podstawa. Julien na początku nie miał ani jednego ani drugiego. Jak sam mówił: „W domu jest piekło”. Dopiero z czasem rodzina się zjednoczyła i scementowała swoje więzi przez start w zawodach. Wiadomo też, że pieniądze czy inne dobra materialne są potrzebne, ale dla mnie nie są one celem w samym sobie. Są one tylko środkami do celu. Więc jeśli nic nam nie dolega i mamy wokół siebie wspaniałych ludzi to cieszmy się z tego i działajmy. Z ich wsparciem na pewno uda się zrealizować cele i marzenia, w przeciwnym wypadku będą oni wsparciem, gdy coś nie wyjdzie. Pewnych rzeczy po prostu nie można kupić.
Podsumowując, polecam wybrać się do kina wszystkim, a już na pewno biegaczom i triathlonistom. Warto obejrzeć, żeby zobaczyć piękne ujęcia Alp, aby zyskać nową perspektywę na swoje życie i zyskać motywację do działania. W trakcie seansu albo po jego zakończeniu, zdamy sobie sprawę, że będąc zdrowymi możemy wszystko. Niby tak niewiele, a jednak tak wiele!