Raport z rejonu #5: sierpień

K „Kiedy sierpień przychodzi, reszta zboża z pola schodzi.” Parafrazując ludowe przysłowie: „Kiedy sierpień przychodzi, reszta formy z człowieka wychodzi”. I rzeczywiście sierpień treningowo miał się dobrze do momentu startu w Gdyni. Potem w głowie było już tylko roztrenowanie, bo sezon TRI się skończył 9 sierpnia, a Tour de Warsaw miałem pojechać na luzie. Jak wyszło? Jak jest? Wszystko to opisuje raport z rejonu na temat mojej pracy na treningach i na zawodach, a jak wiadomo „bez pracy, nie ma Kołaczy”! :).
Tabelki i wykresiki
Jak widać powyżej, znowu mamy tutaj dużo różnych cyferek. Objętościowo jest zdecydowanie bardzo lekko w stosunku do poprzednich miesięcy. Jedynie rower utrzymał jako taki poziom objętościowo-czasowy. W szybkim skrócie: zaledwie 2 km wypływałem, 521 km wyjeździłem na szosie i 31 km przebiegłem. Dało to w sumie prawie 22 godziny aktywności, na których wypaliłem 18 tysięcy kalorii.
Starty
W sierpniu miałem zaplanowane dwa starty. Był Ironman 70.3 w Gdyni oraz kolejny etap z cyklu Tour de Warsaw. Jeden i drugi wyścig to było nie lada wyzwanie, ale udało się ukończyć w zdrowiu i z uśmiechem na twarzy. Dale nie rozwodząc się nad nimi, oto linki do szerszych relacji:
Ahoj przygodo! Ironman 70.3 Gdynia
Zanim jeszcze cokolwiek się wydarzyło, już był szał. Najpierw w sierpniu zeszłego roku, gdy ogłoszono, że Gdynia wygrała wyścig o wejście pod szyld Ironmana. Drugi szał był przy zapisach w grudniu i to podwójnie. Pierwszego dnia, padły serwery i zamiast pakietów były setki wpisów o słabej organizacji. Następnego dnia wszystko poszło sprawnie. Czy tak samo sprawnie było w sierpniu?
Tour de Warsaw 300. Achilles is dead, skurcz is back!
Chęć na Tour de Warsaw 300 miałem już po kwietniowym prologu. Mijały tygodnie i termin zapisów oraz zawodów zbliżał się wielkimi krokami. Zrobiłem powszechną mobilizację w mojej ekipie, ale wiele osób nie było chętnych na taki deal. Nawet wezwane posiłki znajomych na nic się zdały, bo brakowało 6 „do brydża”. Po czasie na zapisy znalazł się ostatni śmiałek i nadzieja na start odżyła, o ile organizatorzy nas przyjmą w szeregi drużyn. Szybki mail, grzeczne zapytanie i… tak powstała ekipa „Lepiej późno niż później!”. Lekki spontan nikomu nie zaszkodził.. nawet podczas 300 km wycieczki rowerowej.
Kilka słów…
Tak jak pisałem w zeszłym miesiącu:
Połówka z Poznaniu poszła nie najgorzej, choć spodziewałem się czegoś więcej, ale mimo wszystko muszę zaliczyć ją do udanych występów. Dlatego w Gdyni ponownie postaram się dać popis swoich możliwości w obecnej formie i to ze zdwojoną siłą oraz uśmiechem, bo to ostatni start TRI w tym sezonie. Po Gdyni zawieszam „lekko” buty na kołku, aby trochę odetchnąć, złapać perspektywę swoich dokonań oraz wyznaczyć sobie nowe cele. Po prostu muszę odnaleźć fun!
Gdynia była apogeum i maximum mojego sezonu. W Gdyni jeszcze się spinałem na wynik, walkę i cokolwiek innego. Reszta miesiąca to już luz, brak ciśnienia na trening. Po prostu robię coś, bo chcę, a nie że muszę. Tour de Warsaw nie było łatwe, ale było potraktowane jako przygoda. Sportowa przygoda, która miała pokazać mi, że dam radę. I dałem radę z całą ekipą. Teraz czas dalszego „odpoczynku”, planowania i wyznaczenia celów na kolejny rok. Mam nadzieję, że uda się szybko wszystko podopinać, aby móc za niedługo ruszyć z kopyta.
Plany
Tak jak wspomniałem na początku wpisu. Teraz mam „roztrenowanie”, czyli robię, co chcę i kiedy chcę w zależności od własnego samopoczucia i chęci, bez narzuconego planu. Myślę, że potrwa to do października. A co potem? Potem mam zamiar jeszcze wystartować w ostatnim etapie Tour de Warsaw, czyli TdW 200. Natomiast na zakończenie sezonu mam zamiar po raz trzeci z rzędu walczyć z Rafałem o pudło podczas GEZnO. Wiem jedno, że gdy wrócę do regularnych treningów, to będzie tylko jedna myśl w głowie: Walczyć, trenować!