Raport z rejonu #1: kwiecień

KKwiecień-plecień, bo przeplata trochę treningu i trochę treningu. Ot taką mam myśl w głowie, patrząc na to co się działo w przygotowaniach do sezonu w kwietniu. Do tego doszły 2 starty w zawodach i miesiąc minął. Jak było? Pracowicie! Oto mały raport z rejonu na temat mojej pracy na treningach (a „bez pracy, nie ma Kołaczy!” :) ).
Tabelki i wykresiki
Jak widać powyżej, mamy tutaj dużo cyferek od których nie jednemu zwykłemu zjadaczowi chleba, może zakręcić się w głowie. W szybkim skrócie: 20 km wypływałem, 912 km wyjeździłem na szosie i 203 km przebiegłem. Dało to w sumie prawie 67 godzin treningu, na których wypaliłem 54 tysiące kalorii.
Starty
W tym miesiącu wyskoczył mi na spontanie start w adidas #energytakeoverwarsaw oraz zaplanowane ściganie się na szosach podczas Tour de Warsaw – Prolog. Nie specjalnie rozwodząc się nad nimi, oto linki do relacji:
The Energy Takeover Warsaw – biegacze zawładnęli miastem!
W sobotę 11 kwietnia w szranki stanęły trzy drużyny: różowych, niebieskich i żółtych. Dzieliło ich miejsce startu, kolejność boostpointów, ale wszyscy mieli jeden cel. Jak najszybciej zdobyć metę i zjawić się na after party w Teatrze WARSawy. Co wyszło z tego niecodziennego biegu? Świetna zabawa i niezapomniane bieganie po Warszawie!
Tour de Warsaw 2015 – Prolog. Pot, grad, frytki i śnieg
Organizatorzy wyścigu Tour de Warsaw nie mylili się! Zawody były mocnym sprawdzianem dotychczasowej przygody z jazdą na rowerze. W dniu wyścigu dostała w kość zarówno psycha jak i ciało. O dziwo nie były to mięśnie, ani tyłek, który po tylu kilometrach powinien boleć już jak cholera. Duża rolę w moim teamie odegrały foliowe torebki i sklep spożywczy na wsi rodem z PRL.
Kilka słów…
W tym miesiącu zdecydowanie był nacisk na objętość treningu. Odzyskanie koła w szosie po wypadku oraz lepsza pogoda sprawiła, że człowiek wreszcie zaczął kręcić rower na świeżym powietrzu. Wspaniałe działanie przede wszystkim dla psychiki, bo ileż to można kręcić się przed telewizorem w czterech ścianach? Poza tym bez szwanku udało się ukończyć nie łatwy Tour de Warsaw. Takie wyjeżdżenie na pewno się przyda na ten sezon. Biegowo także robię robotę, co już czułem podczas marcowego Półmaratonu Warszawskiego. Wtedy udało się zrobić życiówkę, a przy pierwszy startach tri powinno dać lepszą średnią na bieganiu. Najgorzej mi szło w pływaniu. Ciągle człowiek zmęczony i nie dospany wstawał na poranne treningi. Często też wydawało mi się, że jestem najwolniejszy w grupie. Finalnie może to być złudzenie, bo porównując kwiecień 2014 vs kwiecień 2015 to pływam: więcej, szybciej i mniej się męczę. Ot podwyższanie poprzeczki ciągle trwa.
Plany
W maju czekają mnie dwa starty. Jeden bardzo ważny, prestiżowy, wspaniały itd. (niepotrzebne skreślić) Otóż 17 maja czeka mnie IRONMAN 70.3 Barcelona, a dwa tygodnie później będę się ścigał ze swoim debiutanckim cieniem w Sierakowie. Tam czeka mnie 1/4 IM. W sam raz na rozruch kości – po mam nadzieję udanej przygodzie w hiszpańskiej Calleli.