Się trenuje… czyli obóz TRIsfery! PODSUMOWANIE!

UUfff.. nareszcie się zabrałem za ten wpis, bo minął już prawie tydzień odkąd wróciłem z obozu SCOTT TRIsfery w Wałczu. Obóz była mega pozytywny pod wieloma względami, więc trzeba by go choć troszkę podsumować. Naprawdę na to zasłużył :)
Baza obozu – COS Wałcz
Centralne Ośrodki Sportu to nie przypadkowe miejsca, tylko dobrze zorganizowane placówki, które dają możliwość spokojnego trenowania jak i regeneracji. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie trenowałem w takim ośrodku, ale skoro przyjeżdżają tu głównie zawodowcy i reprezentanci Polski, to coś w nich musi być. Tak rzeczywiście było, bo wszystko przemawiało za hasłem: TRENUJ I ODPOCZYWAJ. Obsługa ośrodka czy to na recepcji, na stołówce czy na basenie była bardzo miła i uprzejma. Można było wszystko załatwić od ręki. Całej ekipie do gustu na pewno przypadła stołówka COS’u i serwowana przez nią kuchnia, bo karmili bardzo smacznie i nikt nie chodził głodny. Do historii na pewno przejdzie herbatka „z automatu”, będzie mi tego brakować. Co nie ekipo? ;)
Przyjemnie było także poza budynkami ośrodka, ponieważ, tereny wokół to tereny leśne z sąsiedztwem jezior. Dzięki czemu mieliśmy bardzo fajną okolicę do biegania czy na treningowy stretching. Szczegółem, który również zapamiętam na pewno będzie sam basen. Z dwóch powodów: szerokich torów pływackich jak i tego że na treningach można było posłuchać disco-polo! :)
Treningi
Podczas obozu udało się wykonać 16 jednostek treningowych. Każdego dnia treneiro Fabisz starał się wszystko tak ułożyć, aby wysiłek był zbilansowany. Codziennie były co najmniej 2 treningi, ale nie przeszkadzało to w regeneracji.
W mojej opinii największy nacisk położony był na jazdę na rowerze, bo zajmuje ona najwięcej czasu i warto było wykorzystać okolice do wyjeżdżeń czy interwałów na różnych pagórkach. Popracowaliśmy na podjazdach gdzie się dało, więc może w sezonie noga nam się odpłaci na zawodach. Bieganie opierało się głównie na objętości jako uzupełnienie treningów, ale nigdy nie było nudno! Raz wykonaliśmy zakładkę, innym razem mieliśmy wybieganie 20km, gdzie ponad połowa trasy to solidny cross w terenie. Na ostatnim treningu dla ożywienia towarzystwa były skipy na schodach. Nie było opcji się nudzić :)
Pływanie było prawie codziennie jako tak naprawdę odpoczynek po rowerze. Na basenie skupialiśmy się na doskonaleniu techniki, ale też szybkości czy ogólnej wytrzymałości. W cięższe dni korzystaliśmy ze zbawiennych biczy wodnych oraz sauny, które dawały trochę ulgi dla obolałych mięśni. Na obozie mieliśmy różną pogodę, ale zawsze staraliśmy się robić swoje. Nie straszne nam były ulewy, tzw. w mordę wiatr czy grad. Na przeszkodzie nie stanęły nam również przeziębienie, siniaki czy dziura w kolanie.
Aż chciałoby się powiedzieć:
„To nie są leszcze Stefan!”
Wąski
.. ano nie były! To był Młode Wilki ze SCOTT TRIsfery :)
Teraz trochę suchej statystyki:
- 16 jednostek treningowych:
- ponad 26 h treningów;
- przebyte 435 km;
- spalone ponad 18000 kcal.
– 6 treningów pływackich – 10 km – 7:14 h,
– 5 treningów rowerowych – 364 km – 13:09 h,
– 5 treningów biegowych – 61 km – 6:03 h,
Przeżyjmy to jeszcze raz, czyli obóz w obiektywie :)
Na koniec tego może chaotycznego podsumowania chcę PODZIĘKOWAĆ całej ekipie, czyli (kolejność alfabetyczna): Fabiszowi, Karolowi, Mariuszowi i Marcie, z którymi spędziłem super 7 dni. Potrenowałem z uśmiechem na twarzy i chciałbym to jeszcze powtórzyć! Do następnego! :)
Jeśli ktoś nie czytał to zapraszam do lektury samych relacji z obozu: